20160213_122119[1]

Wywiad z Urszulą Konaszewską, kresowianką

[U]rszula Konaszewska: To może ja się przedstawię. Konaszewska Urszula, 90 lat i sześć miesięcy.
[S]zymon Dziedzic: Na początek niech mi Pani powie skąd Pani pochodzi?
[U]: Urodziłam się w Jazłowcu. Jest to miejscowość historyczna, która za czasów świetności była równa ówczesnemu Lwowowi. Potem wojny, wojny, wojny z tatarami, turkami, praktycznie cały czas niewola była, dopiero w 1920 się skończyła. Było to bardzo kulturalne miasto. Chodziłam do szkoły publicznej siedmioletniej, wykształcenia nie mam, na siedmiu klasach skończyłam. Szkoła była bardzo na wysokim poziomie. Harcerze byli, ale ja nie należałam, nie będę kłamać, nie było mnie stać. Ale znałam różne pieśni na przykład O Panie Boże Ojcze nasz… kiedyś odwiedziła mnie pewna nauczycielka i mówiła, że była w harcerstwie, no to ja zaśpiewałam jej tą piosenkę, ale mówiła, że nie zna, na co ja odpowiedziałam, że dlatego, że chodziła do harcerstwa komunistycznego, dlatego nie zna tej pieśni. No w każdym razie, odbywały się różne przedstawienia wtedy to ludzie starsi na przykład 30-40 lat również chodzili do domów kultury, a raczej Polskich Domów bo tak się nazywały, i występowali na scenie. To były bardzo poważne przedstawienia, nie byle jakie. U nas w szkole no… cztery razy w roku odbywały się takie przedstawienia, w których ja uczestniczyłam. W ‘37 roku uczestniczyłam w dożynkach wojewódzkich w Zaleszczykach Wielkich, ja byłam wtedy przebrana w strój ludowy i razem z koleżanką i dwójką mężczyzn wręczałyśmy wieniec wojewodzie. Jechaliśmy w nocy, furmanką, by do miasta dotrzeć z samego rana. Noc była piękna, gwiaździsta i muszę powiedzieć, że teraz jak sobie wspominam to nie ma takich widoków…, to znaczy Polska jest cała piękna, jednak takich pagórków jak na Podolu, takiego krajobrazu to nigdzie nie ma. I jak później śpiewaliśmy pieśni patriotyczne już nad ranem to zdawało się jakby echo na całą Polskę się rozchodziło. Po tych dożynkach wróciliśmy do Jazłowca. Rok po tym wyjechałam do Warszawy. Jako trzynastolatka, u mamy siostry w takiej małej cukierni sprzedawałam. W ’39 wróciłam do Jazłowca na koronację Matki Boskiej Jazłowieckiej, to kardynał Hlond wtedy koronował. Przybył również 14 pułk Ułanów Jazłowieckich i odtwarzali bitwę po koronacji. Po tym wróciłam do Warszawy. Pierwszego września byłam na Grochowie. Było słychać strzały, przechodnie mówili, że to pewnie ćwiczenia, ale za chwilę okazało się, że nie, że to bombardują Warszawę. I tak siedem dni, siedem nocy w schronie. Czwartego września dowiedzieliśmy się, że nie będzie pomocy dla Polski. Ja płakałam by jechać do Jazłowca. Rodzina w końcu siódmego zgodziła się, żeby jechać. To wsiedliśmy w furmankę i jechaliśmy na stację. Przejeżdżaliśmy przez most Kierbedzia, i ledwo przejechaliśmy i most zbombardowany się zawalił. Dotarliśmy na stację, a tam transport tylko dla żołnierzy. Kolejarze nas tam gdzieś upchali i jeszcze siódmego w nocy pojechaliśmy. A tory i stację były cały czas bombardowane, tak bardzo, że 17 września byliśmy w Równej na Wołyniu, a nie na Podolu. Na stacji w budynku był Orzeł Biały, to tak go siekli, że zrobili z niego gwiazdę czerwoną. Wyjechaliśmy z tej Równej i dopiero 1 października dotarliśmy do Jazłowca. Tam się dowiedziałam od taty, że przez Jazłowiec uciekała cała polska generalicja do Rumunii. A jak tak uciekali to się ich pytali, że jak to nas zostawiają, a oni zapewniali, że wrócą. 1 października to była niedziela to wybraliśmy się zaraz wszyscy do kościoła, ja w wotum złożyłam złoty łańcuszek w podzięce za ratunek. Po tym zaczęła się już niewola. I od razu furmanką przybyli Ukrainiec i Bolszewik i zabierali ludzi na Sybir. Zabierali wszystkich, co mieli chociaż syna w szkole kadeckiej we Lwowie, czy był harcerzem, policję. Pamiętam jak spałyśmy z siostrą w pokoju i nagle słyszymy płacz w kuchni, biegniemy a tam płacze siostra mojego taty, my się pytamy, co się stało, a ona nam odpowiada, że to całą młodzież polską zabrali. Wywieźli ich do klasztoru i tak ich bili, że na ścianach, aż do sufitu czerwono było. To później tak siostra opowiadała, a bili ich i kazali im śpiewać Jeszcze Polska nie zginęła, a oni wiedzieli, że nie można to nie śpiewali, bili, zaczęli śpiewać, też bili. Jednego wypuścili, bo był chory to jak szedł to z trzewików mu krew tryskała. Zabrali go do szpitala, ale zmarł. Był potem pogrzeb patriotyczny, to znaczy Ukraińcy pilnowali, ale był, i moja mama też szła, bo ona była bardzo patriotyczną osobą. Pewnego dnia znów słyszymy taki huk i widać czołgi, i już Niemcy są. A Ukraińcy co? Szybko gwiazdy zrąbali, wyrzucili i z Niemcami gadać zaczęli. Niemcy dali im wolną rękę i Ukraińcy na koniach za kozaków przebrani, nie wiem skąd te konie pobrali, wzięli się do mordowania. Księdza proboszcza na przykład, ruskiego popa, syn zamordował. Wikarego też wtedy wzięli i zagrozili, że ma wyjechać. Wikary został i tak pomyślałby na strychu rzeczy potrzebne zostawić by potem można by się zabarykadować. Gdy zapukali do drzwi to ksiądz jeszcze z rana na strych wszedł ile miał sił to się zabarykadował, ale siostra zakonna, pomoc dla księdza, i gospodyni już nie zdążyły. Wyciągnęli tego księdza przez okno małe na linach. Na wóz załadowali i wywieźli. Dopiero na wiosnę znaleźliśmy go w rzece utopionego. Podczas okupacji Niemcy zajęli pół domu naszego. Można powiedzieć, że byli różni Niemcy, że byli ludzie i ludziska,. W ’44 zaczęli ludzi z domów wyrzucać i nas też wyrzucili, i do transportu wrzucili. Udało nam się uciec z tego transportu. Wywieźli nas do Krakowa a tam ludzi przepakowywali do samochodów, ale nas Matka Boska nadal chroniła i kolejarz nam drzwi otworzył, i wyprowadził nas gdzieś w bezpieczne miejsce. Poszliśmy do kościoła, ale nie mogliśmy nic ofiarować w podzięce za ratunek, wszystko zostało w transporcie. Ludzie skierowali nas do schroniska na podgórzu. Ja chciałam pracę znaleźć, ale nie miałam dokumentów żadnych i nikt mnie przyjąć nie chciał to poszłam na służbę do takich jednych państwa. I tak byliśmy w tym Krakowie do ’45, niby tylko rok, ale nawet w łapance byłam. A to było tak, że zamknęli nas w tramwaju, ale jeden z Niemców, dowódca chyba tak ręką na mnie machnął a ja zrozumiałam, że mam wyjść i drugi Niemiec też tak zrozumiał i mnie wypuścił. Jak potem wróciłam to mi ta Pani powiedziała, że już nigdy na zakupy nie pójdę. Moi rodzice przenieśli się do Sąspowa i ja tam do nich pojechałam. Pewnego dnia zapukał do nas Rosjanin i powiedział, że Kraków jest wolny. Moja mama uradowana nakarmiła tego Rosjanina, chociaż sami nie mieliśmy co jeść, no bo wolność przynosił. Zaraz po tym razem z koleżanką poszliśmy do Krakowa te 20 kilometrów by dowiedzieć się, co z tą wolnością, bo jak Polska wolna to chcieliśmy do Jazłowca wracać. W Krakowie było wojsko polskie i bolszewickie, i ja się tym żołnierzom na szyję rzucałam, nawet bolszewikom, taka szczęśliwa byłam. Ale powiedzieli nam, że powrotu do Jazłowca nie ma.  . Z Krakowa pojechaliśmy od razu do Wołczyna do drożdżowni, bo tam pracę mój tato miał zagwarantowaną. Zaczęłam pracować w drożdżowni, później wyszłam za mąż. Całe życie pracowałam później w służbie zdrowia, jako pomoc lekarska, statystka, magazynierka. 
[S]: To niech Pani opowie jeszcze o przedwojennych obchodach świąt takich jak 11 listopada na przykład.
[U]: Koło szkoły, na maszcie flaga biało-czerwona, a orkiestra grała Jeszcze Polska nie zginęła. Potem szedł pochód do kościoła, najpierw harcerze, potem uczniowie, policja i reszta ludzi i szliśmy tak do kościoła na mszę za ojczyznę. Po mszy były śpiewane pieśni patriotyczne. Dzień przed tym był capstrzyk i śpiewali w nocy też pieśni patriotyczne, tak, że na cały Jazłowiec słychać było. Wszystko było patriotyczne, recytowano wiersze, śpiewano piosenki.
[S]: Czy w czasie okupacji obchodziła Pani święta narodowe?
[U]: Tak, ale tylko w domu przy małej takiej fladze na raz tylko zrobionej, bo Ukraińcy strasznie szperali i nie można było mieć flagi w domu u siebie. Było czasem tak, że był ojciec Ukrainiec, a matka Polka, i syn szedł do ojca i mówił: Słuchaj musimy matkę zabić. A ojciec odpowiadał to idź naostrz siekierę, żeby się nie męczyła. Syn ostrzył siekierę, dał ojcu, a ojciec syna zabił. Ale było też tak, że mąż żonę zabijał. Także w domu przy kaganku śpiewało się patriotyczne pieśni, cicho. Po mieście warta chodziła i jak szli Ukraińcy to ostrzegali po domach, że idą. 
[S]: Teraz zbliża się święto żołnierzy wyklętych. Czy słyszała Pani coś o nich w czasie, gdy jeszcze działali?
[U]: No wie druh, w Wołczynie nie docierały do nas takie informacje. Wiedziałam o różnych takich jak zdobycie Monte Cassino, armia Andersa, zresztą gdzie to Polak nie był w czasie wojny? Ale ja byłam zajęta pracą zresztą miałam już dzieci, a do Wołczyna takie informacje nie docierały.
[S]: Czy bierze Pani udział w różnych obchodach tu w Kluczborku lub Wołczynie?
[U]: Niestety nie, nogi mi już nie pozwalają chodzić zbyt dużo, jeszcze po domu o lasce, ale nie na takie wyprawy. Mam tu taki patriotyczny zeszyt jeszcze, co prawda to nie są moje wiersze, ale mam je tutaj zebrane w jednym miejscu…

Jazłowiec
Jazłowiec miasto mojej młodości,
Ty dałeś mi dużo w mym życiu radości,
Miasteczko nie duże, zwyczajny zakątek,
Dzisiaj oddałbym za niego cały mój majątek.
Jałowiec-miasteczko jakby trochę w dali, 
Góry i chaty mieszkańców, ogrody i pola.
Stare zamczysko w murach oczodoły puste,
A w nich się gnieżdżą czarne kruki tłuste.
Poniżej, jak jakiś kochanek,
Rozłożył się klasztor sióstr niepokalanek.
Budynek klasztorny, mądrze pomyślany,
Ułożony w podkowę, jakby na trzy strony.
Na średniej ścianie klasztorna kaplica,
A nad jej drzwiami cudowna dziewica,
Z koroną ubrana Jazłowiecka Pani,
Do której przyjeżdżali ze Lwowa Ułani.
W tym też klasztorze szkoła żeńska była,
W której się miejscowa dziatwa uczyła
Teraz tylko czasem łezka spłynie cicha
Że to wszystko wzięło jakieś podłe licho
W parku klasztornym, jako szumią drzewa
Gdzie nocną godzinę stary słowik pieśni śpiewa
Jakby jakąś skargę zanucił do Boga
Taka to jakaś ogarnia zła trwoga
Bo tego już nie ma, co kiedyś było
Wszystko się jakąś żałobą okryło
Już się nie snują siostry po parku
Cicho to jakby w zepsutym zegarku
A jednak na straży pozostały siostry
Jakby trzymały jakiś dyżur nocny
A tu w grobowcu spróchniałe ich kości
Czekają cierpliwie na przygodnych gości
Ułani, ułani malowane dzieci
Wy już chyba nigdy tam nie pojedziecie
Bo Pani Jazłowiecka już wymigrowała
I w byłym klasztorze lecznica powstała
Przez miasteczko płynie rzeczułka mała
Która swym nurtem klasztor opasała
Szemrze cichutko jakby się skarżyła
Że takich czasów smutnych dożyła
A pod zamczyskiem gdzie rosły sosny
Krzaki dziś rosną widok to żałosny
Jałowiec już nie miasto, już zdegradowane
Wsią się stało Jabłonówką zwane
Naprzeciw klasztoru kościół się ukrywał
Swoim głośnym dzwonem na modlitwę wzywał
Dziś stoi na wzgórku jak urągowisko
Z pochyloną wieżą kłania się nam nisko
Za klasztorem na dużej przestrzeni
Las się rozgościł, cały w zieleni
A w tym lesie, kto się dobrze usłucha
Ptasia kapela gra od ucha do ucha
Pełno tam dobra bogactwa bożego
Tamże zapasów wyliczyć nie trzeba
Grzyby, poziomki, czerwona malina
Że na sam widok leci nam ślinka
A kiedy wyjdziesz na zamczyska mury
Zaniedbany stary cmentarz ujrzysz z góry
Tam spokojnie spoczywają nasi przodkowie
Nasi kochani babcie i dziadkowie
Może więc jeszcze czasy moi drodzy kochani
Że znów przyjadą ze Lwowa Ułani
I znów powrócą siostry niepokalanki 
Wtedy honor i wiara staną razem w szranki
Ale to się może tylko we śnie zdarzyć,
Lecz to nie szkodzi po troszeczkę pomarzyć.
Lata przemijają, na włosach siwizna,
Wspomnienia zostały jak rana, blizna.

[S]: Dziękuję bardzo za rozmowę.

 

pasterka

Serdecznie zapraszamy wszystkich harcerzy i harcerki wraz z rodzinami na tegoroczną Pasterkę, która odbędzie się o godzinie 21:30 24 grudnia 2015 roku w Zakopiance, Domu Katechetycznym przy ulicy Katowickiej w Kluczborku  

W dniu 24.10 harcerze z Kluczborskiego Hufca Harcerzy Płomień wyjechali na wycieczkę do Wielunia. Tam zwiedzili Muzeum Ziemi Wieluńskiej, następnie popiersie bohatera naszej chorągwi – rotm. Witolda Pileckiego. Dzięki uprzejmości Pani Dyrektor II LO im. Janusza Korczaka w Wieluniu mogliśmy wziąć udział w bardzo ciekawej lekcji historii w tamtejszej izbie pamięci. Aby wycieczka została należycie zakończona, wszyscy harcerze udali się na strzelnicę, gdzie mogli sprawdzić swoje umiejętności posługiwania się bronią- KBKS-em. Zwycięzcą wśród harcerzy został mł. Przemysław Mączka.

TEGOROCZNY OBÓZ CORAZ BLIŻEJ!

W związku ze zbliżającym się obozem, istnieje możliwość wyprania sobie harcerskiego koca. Tak, aby na obozie był czyściutki i pachnący. Osoby, które chcą pobrać z magazynu koc dla siebie czy też zastępu będą miały taką możliwość w najbliższą sobotę. Zapraszamy do magazyny od godziny 14 do 15. Przypominamy, że magazyn znajduje się przy ul. Byczyńskiej 
W razie jakichkolwiek pytań prosimy o kontakt z drużynowymi.

WYCIECZKA ROWEROWA!
Zapraszamy chętne harcerki i harcerzy, szczególnie funkcyjnych na małą wyprawę rowerową, której przewodnikiem będzie nas najlepszy rowerzysta ks. Paweł. Nie martwcie się dystans będzie dostosowany do wszystkich uczestników
Spotykamy się w najbliższą niedzielę (14.06) o godzinie 14:00 przy fontannie w parku.Pamiętajcie, że bardzo ważne jest odpowiednie przygotowanie roweru (sprawny rower to podstawa)Warto zabrać ze sobą prowiant, piciu i oczywiście kiełbaskę, chlebek na ognisko.Zakończymy wspólną mszą świętą w plenerze na zakończenie roku szkolnego,

Hufcowi!11393202_934495559906726_2946269051194131370_n

marsz2015Marsze dla Życia i Rodziny, które w czerwcu br. przejdą ulicami polskich miast, są okazją do wyrażenia swojego przywiązania do wartości rodzinnych i szacunku dla życia ludzkiego. 

Imprezę wyróżnia jej afirmatywny charakter, ponieważ Marsze to przede wszystkim święto rodzin, stanowiące okazję do tego, by publicznie wyrazić radość z posiadania rodziny. To również sposobność, by spotkać osoby, z którymi dzielimy te same wartości. Uczestniczą w nim przede wszystkim młode rodziny z dziećmi, ale także różnego rodzaju ruchy i stowarzyszenia.
 
Pozdrawiamy! 
Chodźcie z nami – RODZINAMI!
 

W sobotę (23.05.2015r.) odbyły się zawody sportowe hufca harcerzy. Drużyny walczyły ze sobą w trzech konkurencjach: piłka nożna, piłka ręczna, biegi na 100m. Mecze piłki nożnej trwały po 20 minut, a rozgrywki w piłkę ręczną po 14 min. Wszystkie konkurencje odbywały się na boisku Zespołu Szkół Ogólnokształcących. Po podliczeniu punktów za wszystkie konkurencje, punktacja wyglądałą następująco:
I miejsce- 122 KDH "Tornado" im. Andrzeja Romockiego ps. "Morro"
II miejsce- O KDH "Szakłak" im. Zawiszaków
III miejsce- 96 BDH "Allatum-Equites"
Całe zawody odbyły się dzięki uprzejmości dyrekcji szkoły.